cz 4 maj 2006
Chyba dzisiaj mam dzień na uzupełnianie bloga.
18 Kwietnia poszliśmy na koncert B.B King’a w B.B King’s Blues Club.
Zawsze bardzo lubiłem Blues i jak była okazja zobaczyć na żywo króla Bluesa to nie mogłem nie pójść.
B.B mając 80 lat nadal jest pełen humoru i bardzo dobrze potrafi poprawadzić koncert. Ciekawe było to jak przedstawiał swojego gitarzystę mówiąc o nim
This young man here….
Okazauje się, że gitarzysta ma 65 lat.
Niesamowite było usłyszeć na żywo Rock me Baby, czy I’m a bluesman.
Michałkowi udało się wejść na scenę i BB podał mu rękę i dał łańcuszek na szyję z wisiorkiem z jego imieniem.
Jedyne co mnie trochę zdziwiło to była niemrawość widowni. Miejsca były siedzące przy stolikach. Widziałem jak niektórzy podczas koncertu wpieprzali hamburgery. Nie wiem jak oni tak potrafią.
Mniej więcej połowa sali nie śpiewała tylko siedziała jak w kinie. Trochę dziwne, przynajmniej dla mnie.
lipiec 26th, 2006 at 19:04
jesli o blusie post to pozwole sobie skomentowac
bylem kiedys na wakacjach w kanadzie, tzn byly to zeszle wakacje
mialem okazje pojsc do pubu bluesowego.. wspaniala rzecz… kazdego dnia jakis zespol, moze nie jakies znane mocno, ale naprawde umieli grac, w sumie bylem chyba najmlodszy tam, ale nikt sie na mnie dziwnie nie patrzyl
milo bylo tak usiasc z piwkiem albo czyms innym i posluchac wspanialej muzyki, zreszta tam to caly lokal sluchal, nikt hamburgerow nie jadl
ten Twoj post mi o tym przypomnial… moglbym - jakbym tam mieszkal, codziennie tam bywac, fajne klimaty sa w takich miejscach
sierpień 25th, 2008 at 13:55
Wiesz, odbiór muzyki to rzecz co najmniej względna
Pamiętam jak na koncercie Maleńczuka - ok 8 lat temu, w Częstochowskim klubie (na boku dodam, że wówczas był na prawdę mało znany i nierozpoznawany - na koncercie było tak mało ludzi, że później wpuszczali bez biletów, ale ja oczywiście bilet miałem, na dodatek dostałem autograf
na okładce CD pierwszej płyty) jakaś laska zaczęła “się gibać” do smutnych i bardzo melancholijnych piosenek, których słuchanie było dla mnie niemalże jak obecność na “niedzielnej mszy”… byłem oburzony, ale cóż mogłem zrobić?